Kondolencje

Zmarł – nasz kolega i przyjaciel – Zygmunt Użdalewicz, Członek Honorowy, założyciel  i pierwszy Prezes KLIR.

Kondolencje Bliskim składają: Zarząd i Członkowie Stowarzyszenia KLIR.

Pożegnanie odbędzie się w poniedziałek 19 kwietnia b.r. o godz. 12.oo w Kościele pw. NMP Matki Kościoła w m. Ostrówek (Gmina Klembów niedaleko Wołomina) ul. Słoneczna 5.

 

Zygmunt, Przyjacielu

Jako przedstawiciel Stowarzyszenia Klub Inżynierii Ruchu, którego byłeś współtwórcą i Pierwszym Prezesem, czuję dzisiaj potrzebę, wyrażenia naszej wdzięczności, za Twój wkład w nasze wykształcenie, w nasz zawodowy rozwój i późniejsze doświadczenia.

 

Gdy w 1989r (32 lata temu) w Łodzi, rzuciłeś pomysł zorganizowania się ludzi zajmujących się inżynierią drogową, była nas grupka niespełna 40 osób.

Gdy w roku 1993 , formalizowaliśmy  w Poznaniu Stowarzyszenie była nas już prawie setka, a za nami paręnaście spotkań szkoleniowych, w Warszawie na Floriańskiej oraz Łomży, Toruniu, Szczecinie i Szklarskiej Porębie.

Od pierwszego spotkania, potrafiłeś nas zafascynować dzieleniem się doświadczeniami, przeważnie różnymi w różnych regionach Polski, wspólnym rozwiązywaniem trudnych i nowatorskich projektów.

Ty byłeś motorem działań a my chłonęliśmy wiedzę od Ciebie oraz zapraszanych prelegentów akademickich i praktyków.

Tworzące się kontakty owocowały jakością rozwiązań aplikowanych przez nas projektów oraz metod zarządzania ruchem.

Tak nam pozostało. Dzisiaj za nami prawie setka sesji seminaryjnych i ponad  pięćdziesiąt różnorodnych spotkań i dyskusji.

Nie było by tego wszystkiego, gdybyś Ty, doświadczony inżynier,  wykładowca akademicki Politechniki Warszawskiej oraz Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Administracji w Lublinie, urzędnik  ministerialny i samorządowy, założyciel i redaktor naczelny miesięcznika „Transport Miejski” oraz redaktor „Bezpiecznych Dróg”,  nie zechciał nam przekazać swojej wiedzy i doświadczenia.

Należałeś do wyjątkowego „gatunku” ludzi, którym nie było „wszystko jedno”.

Zawsze zaangażowany, zawsze przyjazny, umiejący słuchać i odpowiadać adwersarzom.

Jako fachowiec – nie koniunkturalny, umiejący przekonywać „na argumenty”  ale i pozwalający się  przekonać. Szanujący każdego partnera, tak ministra jak i ucznia.

Jako człowiek – serdeczny, otwarty i szczery. Dowcipny i przyjacielski.

Mogliśmy Cię godzinami słuchać, gdy piękną polszczyzną opowiadałeś o inżynierii ruchu.

Takim Cię poznaliśmy i takim chcemy pamiętać.

Spoczywaj w pokoju.

 

               Rodzinie Śp. Zygmunta i bliskim – przekazuję wyrazy szczerego współczucia.

WSPOMNIENIE

 

Jest godzina dwunasta 19 kwietnia 2021 r. Właśnie w dalekiej, pod wołomińskiej gminie Klembów rozpoczyna się uroczystość pożegnania przyjaciela i kolegi w zawodzie Zygmunta UŻDALEWICZA. W uroczym wiejskim kościółku w Ostrówku, zgromadziło się blisko 60 osób. Teresa i ich trzypokoleniowa rodzina, koledzy oraz przyjaciele z Technikum Kolejowego w Olsztynie, Politechniki Warszawskiej, magistrackiej Inżynierii Ruchu i KLIRU, mieszkańcy gminy. Są Zbyszek, Jurek, Krzysiek i Antek, jest Maciek z Krakowa i Ula oraz Marek z Bielska. Jest Tomek z Poznania, który na cmentarzu w Lipce pożegna Sigismundusa i jego Sigma System piękną laudacją.

Kiedy dowiedziałem się, że nie mogę być obecny, Tomek Borowski powiedział: … to chociaż o 12.00 pomyśl o nim i pożegnaj Go po swojemu.

Więc amen – niech tak się stanie.

Pominę w tym wspomnieniu tytuły, stanowiska, zależności i inne zaszczyty tego świata, a przypomnę o naszych relacjach koleżeńskich, przyjacielskich i zawodowych, kiedy to bawiliśmy się tworząc i budowali z myślą, że zmieniamy świat. Pojawiliście się przecież przy mnie z Teresą  w połowie lat 70-tych ub.w. jako awangarda nowej wiedzy, jako wysłannicy nowej inżynierskiej teorii na praktyczny grunt miejskiej administracji. Trafiliście do niej w momencie, gdy nasze miasto nagle otrzymało szansę na dynamiczny, skokowy rozwój inwestycji komunikacyjnych. Gdy ruszyła powszechna motoryzacja kraju. Gdy Magistratem kierował inżynier, a miejską komunikacją fachowcy, którzy nie bali się wziąć w swoje ręce planowania rozwoju   inwestycji, kontroli jakości projektowania oraz zarządzanie ruchem.

Zaczęło się od Waszej pracy dyplomowej rozwiązującej problem czasowego włączenia Wybrzeża Szczecińskiego do ulicy Modlińskiej. Wybrzeża, które nieco wcześniej zaprojektował Wasz Promotor, a mój serdeczny kolega –  profesor Wojciech Suchorzewski. A niedługo potem, już na Floriańskiej 10 rozwiązywałeś konkretne problemy miasta.

Wtedy urodziła się „deska” prowadząca ruch na wprost z Puławskiej w Trasę Ł. Wtedy, po swojemu, uporządkowałeś malowaniem ruch na placu Zbawiciela.

Potem zabraliśmy się za uporządkowanie zasad „malowania”, co zostało zakończone wystawą, Katalogiem Oznakowania i wprowadzeniem naszych rozwiązań do przepisów.

Był tego sporo. Bo i lat było sporo.

Awansowałeś, stworzyłeś zespół sobie równych entuzjastów nowej dyscypliny. Zaangażowałeś się w ETO. Aktywnie  tworzyłeś „jEBIR”, choć nośniki były jeszcze nie te a ZAM 2 GAMMA zajmował trzy pokoje. Do czego by to doszło, gdyby nie zmarł nagle nasz sponsor z SOETO (dyr.Trybulski).

Mądrzyliśmy się wtedy okropnie. U siebie i u innych.

Tu staraliśmy się pomagać w projektowaniu na tyle, aby organizacja ruchu była tworzona przez obcych sobie projektantów w taki sam sposób.

Tam, czyli kolegom z innych miast, staraliśmy się przekazywać nasz dorobek, także przecież bezpośrednio.

Czy pamiętasz szatański pomysł „konsultacji terenowych”? Wycieczek, podczas których zwiedzając kraj – pozostawialiśmy po sobie audyty?

A Twoje osobiste przygody z dwustronnymi drogowskazami w Gdańsku, zamykaniem ruchu w Krakowie i  trolejbusem w Słupsku?

Pamiętam jak któregoś dnia na Floriańskiej, kazałeś mi usiąść, wypić kielicha i oświadczyłeś, że odchodzisz.

Usiadłem, wypiłem i wysłuchałem, że za tydzień będziesz już Wicedyrektorem Departamentu w nowopowstałym Ministerstwie. Dość szybko stworzyłeś tam integracyjne Komisje Komunikacji Miejskiej i Drogowców Miejskich. Szerzyłeś na ich forach naszą wiedzę i rozwiązywałeś problemy. Ministerstwa już dawno nie ma , a zjazdy Drogowców i Tramwajarzy trwają do dziś.

No i najpiękniejsza karta w Twojej historii. Narodziny naszego cudownego „dziecka” – powstanie przed 31 laty KLIRU.

Czy pamiętasz jak niedawno, bo 6.listopada 2019  jadąc do Bielska znaleźliśmy się od Katowic sami w długim pustym wagonie i mogli sobie powspominać?

Nie tylko o tym zjeździe SITK w Łodzi i ganianiu na budowanej autostradzie wśród kolegów z listami „założycieli”, ale też o nartach w Sinai, gdzie byłeś z małą Ewą, żaglach w Ryni gdzie uczyłeś Artura sterowania, przygodach w Norwegii i Dani. O starych znajomych nauczycielach, uczniach i kolegach. Sporo czasu spędziliśmy przecież na wspólnych wyprawach. Szmat życia. Szkoda, że tak szybko mijającego.

…………………

Nie ma już inżynierii ruchu w Warszawie. Jej prezydent swoim ukazem z 1 kwietnia 2021 zlikwidował jej biuro, a pracowników i zadania rozpędził po całym Urzędzie, najważniejsze problemy powierzając z powrotem, jak 50 lat temu, architektom a funkcję zarządzania ruchem sześcioosobowemu zespołowi, kierowanemu przez drogowca, a nie inżyniera ruchu.

Można przypuszczać, że i tego by nie było, gdyby nie Twoje „zarządzenie o zarządzaniu”, które zdążyłeś opublikować tuż przed likwidacją Ministerstwa.

Można powiedzieć, że to Twoje „zarządzenie o zarządzaniu”- jak chichot historii, nie pozwoliło panu Prezydentowi na całkowite pozbycie się problemu, ale zrobił co mógł aby pozbyć się ze swojego aparatu fachowców. Bo przecież jeżeli można bez matury zostać ambasadorem, to można też zarządzać ruchem tak jak będzie to wygodne przysłowiowym „krawcom, tkaczom i spawaczom”

Przecież w 1970 – tym „bezpieczeństwa i organizacją ruchu ulicznego” też zajmowało się tylko 6 osób!

A byli to: obywatel tow. wicedyrektor Wydziału Komunikacji,  jego sekretarka, tow. Kierownik oddziału – były szofer i ochroniarz Prezydenta RP, rajdowiec Automobilklubu Warszawskiego (po wypadku), zaoczny student prawa i od bardzo niedawna pierwszy inżynier, sprowadzony tu z Instytutu, uczestnik dzisiejszego pożegnania.

A jak będzie dzisiaj?

 

Ta jakże znamienna i okrutna zbieżność Twojego odejścia ze zlikwidowaniem inżynierii ruchu w Warszawie, czyż nie skłania do podsumowań?

 

Zbyszek Latoszek, który inżynierię ruchu odziedziczył po swoim tacie, a moim nauczycielu stwierdził, że symptomatyczne jej zlikwidowanie w Warszawie 1 kwietnia jest ponurym i dramatycznym żartem z nas, naszej wiedzy i ponad 50 letniej pracy dla miasta.

Oddanie z powrotem planowania komunikacyjnego architektom jest powtórzeniem błędu z lat 50 ub.w., a zniesienie, a nie uproszczenie kontroli projektowania rozwiązań komunikacyjnych – zwykłym szkodnictwem.

Jest też i inne spojrzenie na decyzję Prezydenta Trzaskowskiego. Podobno biurokracja i mania wielkości  tak znakomicie utrudniła wszelkie uzgodnienia z  Urzędem, że trwały one czasem dłużej niż samo projektowanie i aby nie wstrzymywać procesów inwestycyjnych trzeba było ten stan chirurgicznie przeciąć.

Podobno. Ale czy trzeba wylewać dziecko z kąpielą? Czy może zamiast nerwowych ruchów z podjudzenia inwestorów, bardziej zainteresowanych zyskami niż dobrem miasta – spokojnie przeprowadzić audyt sytuacji? Przecież są jeszcze dostępni twórcy warszawskiej IR i nie trzeba ich lekceważyć. Dlaczego nie spytano o zdanie KLIRu, dlaczego pominięto opinię znanego miastu eksperta: prekursora i nauczyciela inżynierii ruchu, prof. W. Suchorzewskiego, który ponad pół wieku temu stworzył i prowadził BIURO STUDIÓW I PROJEKTÓW KOMUNIKACJI MIEJSKIEJ?

Pytam, a przecież znam odpowiedź. Bo jesteśmy w Polsce, w której nie uznaje się dorobku poprzedników i niszczy co się da z tego co stworzyli. A że już można bez matury – to tym łatwiej.

 

Pewnie  jest jednak zupełnie inaczej i trzeba, zacząć myśleć  pozytywnie.

Spróbujmy zdać sobie sprawę z tego, że zrobiliśmy swoje.  Że  uporządkowaliśmy zasady, rozpoczęli pod Twoim kierunkiem, zbiory, badania oraz analizy, zdyscyplinowali projektowanie i nauczyli postępowania przy zarządzaniu ruchem przypadkowych polityków?

Przecież wiadomo, że żadne lamenty nie pomogą  kiedy panta rei.

 

Może inżynieria ruchu zniknie jako zawód, ale pozostanie w pracach i działaniach Stowarzyszenia KLIR? Może przetrwa w jego nazwie? A może Stowarzyszenie stanie się nowym matecznikiem naszej specjalistycznej wiedzy– przechowując i dostosowując nasze kanony do czasu opamiętania się politycznych zarządców

 

Zabierasz więc ze sobą swoje książki, rozprawy, teorie i doświadczenie, a pozostawiasz przyjaciół, kolegów, wychowanków i uczniów, którym być może warto przypomnieć, że życie toczy się jak sinusoida i co się pop..przy to się polepszy. Bo przecież ponad pół wieku temu też wystarczyło być kierowcą (prezydenta), aby znać się na ruchu.

……………………

Pamiętając, że wspomnienia są zawsze bez wad, cieszmy się z tego co mamy i z tego co robiliśmy, wspominajmy pozytywnie naszą wspólną przeszłość, bo być może zrobiliśmy swoje.

Jak w tej piosence Olgi: …. Ciesz się z tego co masz, bo jutro możesz mieć mniej, ciesz się z tego co masz, albo się po prostu śmiej.

Do widzenia nasz przyjacielu. Znajdź Mireczkę i czekajcie tam na nas, bo może zaczniemy od nowa? Amen.

 

Jacek Augustyn Dobiecki 

 

Pisane 19.04.21 w godzinach pożegnania i pochowania mgr inż. Zygmunta Użdalewicza w kościele w Ostrówku i na cmentarzu w Lipce  w gminie Klembów powiatu wołomińskiego.

Subscribe
Powiadom o
4 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
anho
17 kwietnia 2021 17:09

Odszedł jeden z prekursorów inżynierii ruchu drogowego w Polsce, wysokiej klasy specjalista w tej dziedzinie. Znaliśmy się z Zygmuntem od ponad 40 lat. Chętnie dzielił się z innymi swoją wiedzą, spostrzeżeniami i opiniami, należał do aktywnych członków KLIRu. Będzie nam Go brakowało. Rodzinie i Bliskim składam wyrazy współczucia.

tomwaw
16 kwietnia 2021 18:03

Trudno wyobrazić sobie polską inżynierię ruchu bez Zygmunta. Odkąd jestem w tej branży nazwisko Użdalewicz to był synonim jakości i wiedzy w tej dziedzinie. Kondolencja dla Rodziny i Bliskich.

adtr
16 kwietnia 2021 17:00

smutna wiadomość

16 kwietnia 2021 12:59

Znałem Zygmunta niezbyt długo – jakieś 35 lat, Był moim nauczycielem inżynierii ruchu na studiach podyplomowych na P.W. w latach 80. Wtedy to przy ognisku, przez które zwyczajowo Musiał przeskoczyć, usłyszałem po raz pierwszy o KLIR. I tak to się potoczyło. Teraz KLIR bez Zygmunta nie będzie już taki sam – wyrazy współczucia Rodzinie i Wszystkim Bliskim

Last edited 5 miesięcy temu by Sekretarz
4
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x