Pędzący rowerzyści i hulajnogi – narastający problem, którego nie wolno lekceważyć

Jeszcze kilka lat temu z głównym zagrożeniem na drogach kojarzyły się przede wszystkim samochody, ich nadmierna prędkość czy pijani kierowcy. Dziś coraz częściej niebezpieczne sytuacje powodują także niektórzy rowerzyści oraz użytkownicy hulajnóg elektrycznych. W wielu miastach piesi boją się poruszać po chodnikach, parkach i drogach dla pieszych, ponieważ co chwilę ktoś przejeżdża obok z dużą prędkością, często bez sygnału ostrzegawczego i bez zachowania bezpiecznej odległości.

 

Wygodna infrastruktura kusi, by docisnąć pedał

Coraz częściej można spotkać rowerzystów i użytkowników hulajnóg, którzy ignorują ograniczenia prędkości, przejeżdżają przez przejścia dla pieszych bez zwalniania, omijają pieszych w ostatniej chwili lub poruszają się po chodnikach z prędkością znacznie przekraczającą bezpieczny poziom. W przypadku ciężkich rowerów elektrycznych lub hulajnóg elektrycznych zderzenie z pieszym może zakończyć się poważnymi obrażeniami, a nawet trwałą niepełnosprawnością.

 

Mylą się jednak ci, którzy myślą, że zagrożenie w przestrzeni dopuszczonej dla rowerzystów dotyczy wyłącznie relacji rowerzysta–pieszy. Do dramatów dochodzi także w wyniku zdarzeń z udziałem samych rowerzystów. Brak ostrożności, brawura przy wyprzedzaniu i zwykła nieuwaga sprawiają, że drogi rowerowe zamieniają się w miejsca groźnych wypadków.

 

Smutnym symbolem tego, że zagrożenia dla rowerzystów nie występują wyłącznie w relacji samochód–rowerzysta, stał się tragiczny wypadek w Częstochowie z 2022 roku, gdy częstochowski policjant jadąc rowerem na służbę, na drodze rowerowej zderzył się z innym cyklistą. Upadek był na tyle niefortunny i groźny, że mimo natychmiastowej pomocy lekarzy, mężczyzna zmarł w szpitalu (https://wydarzenia.interia.pl/slaskie/news-czestochowa-tragiczny-wypadek-dwoch-rowerzystow-zginal-48-le,nId,6323972). Ta śmierć pokazała opinii publicznej brutalną prawdę: rower w starciu z drugim rowerem bywa tak samo niebezpieczny jak samochód.

To nie był odosobniony przypadek, a policyjne kroniki pełne są podobnych zgłoszeń:

 

Infrastruktura nie zastąpi wyobraźni. Jak grzechy rowerzystów psują milionowe inwestycje

 W ostatnich latach samorządy przeznaczają znaczne środki na rozwój infrastruktury rowerowej. Powstają nowe drogi dla rowerów, bezpieczne przejazdy, wydzielone pasy ruchu i rozwiązania mające ograniczyć liczbę kolizji z samochodami. To kierunek potrzebny i oczekiwany przez wielu mieszkańców, zwłaszcza, że współczesna inżynieria ruchu odchodzi od myślenia, że bezpieczeństwo zależy wyłącznie od ostrożności uczestników ruchu. Coraz większy nacisk kładzie się na projektowanie ulic oraz dróg pieszych i rowerowych w taki sposób, aby to sama przestrzeń ograniczała skutki ludzkich błędów.

 

Zadaniem inżynierów ruchu jest dbałość o merytoryczne podejście do detali projektowania: właściwe oznakowanie i geometria infrastruktury, właściwe projektowanie miejsc łączenia i przecinania różnych potoków ruchu, ograniczanie prędkości poprzez rozwiązania infrastrukturalne, czytelność punktów kolizji pieszy–rowerzysta, widoczność na skrzyżowaniach i przejazdach rowerowych, separację ruchu pieszego i rowerowego tam, gdzie występują duże potoki). Prawidłowo zaprojektowana, nowoczesna infrastruktura dla pieszych i rowerów musi bronić się sama poprzez geometrię i czytelność.

Wzorem wielu europejskich krajów drogi dla rowerów nie powinny być projektowane wyłącznie z myślą o płynności ruchu. W miejscach o dużym natężeniu ruchu pieszego stosuje się łuki, wyniesione przejazdy, zwężenia czy odmienne nawierzchnie, które naturalnie skłaniają rowerzystów do zmniejszenia prędkości. Celem nie jest utrudnianie jazdy, lecz ograniczenie ryzyka tam, gdzie spotykają się różni uczestnicy ruchu.

 

Jednak nawet najlepiej zaprojektowana infrastruktura nie zapewni bezpieczeństwa, jeśli użytkownicy nie będą korzystać z niej odpowiedzialnie, lecz będą rozwijać nadmierne prędkości, ignorować pierwszeństwo pieszych lub wykonywać ryzykowne manewry. Tak samo, jak dobrze zaprojektowana droga dla samochodów nie usprawiedliwia brawurowej jazdy kierowców, tak nowoczesna infrastruktura rowerowa nie zwalnia rowerzystów i użytkowników hulajnóg z obowiązku zachowania ostrożności.

 

Problem pojawia się zwłaszcza w miejscach, gdzie ścieżki przecinają ciągi piesze, prowadzą przez parki, okolice szkół, przystanków komunikacji miejskiej czy przejazdy rowerowe. W takich lokalizacjach przepisy i zdrowy rozsądek mówią jedno: zwolnij i jedź ostrożnie. Tymczasem nie brakuje osób, które przejeżdżają przez nie niemal bez zwalniania, mijając pieszych lub innych rowerzystów o centymetry.

 

W efekcie dochodzi do paradoksu. Mimo ogromnych nakładów finansowych na nowoczesną infrastrukturę, spora część uczestników ruchu wciąż nie czuje się bezpiecznie. Starsze osoby czy rodzice z wózkami spacerujący w pobliżu tras rowerowych muszą mieć oczy dookoła głowy, by nie stać się ofiarą rozpędzonego jednośladu. Problemem nie jest sama droga dla rowerów, lecz sposób, w jaki korzystają z niej niektórzy rowerzyści i użytkownicy hulajnóg elektrycznych. Dlatego rozwój infrastruktury powinien iść w parze z egzekwowaniem przepisów, edukacją oraz konsekwentnym reagowaniem na niebezpieczne zachowania. Bez odpowiedzialności użytkowników nawet najlepsze rozwiązania techniczne nie przyniosą pełnych efektów.

Bezpieczny system transportowy jest wypadkową właściwego połączenia odpowiedzialnych zachowań użytkowników, odpowiednio zaprojektowanej infrastruktury, czytelnej organizacji ruchu, skutecznego prawa oraz jego egzekwowania.

 

Wyścig z czasem czy igranie ze śmiercią? Egoizm na drodze silniejszy niż przepisy

Szczególny niepokój, zwłaszcza w przestrzeni wielkomiejskiej, budzą ciężkie rowery elektryczne wykorzystywane przez część kurierów dostarczających jedzenie. Często rowery te są podrasowane i stają się swoistym połączeniem roweru i skutera – pojazdem rozwijającym prędkości 50-60 km/h. Mimo, że jest to sprzeczne z prawem, przemieszczają się one po drogach dla rowerów, a zdarza się, że i po chodnikach. Choć zdecydowana większość kurierów wykonuje swoją pracę odpowiedzialnie, presja czasu oraz systemy premiujące szybkie dostawy mogą skłaniać niektórych do ryzykownej jazdy. W przestrzeni publicznej pojawiają się również relacje o nieformalnym współzawodnictwie między kurierami dotyczącym jak najszybszych dostaw. Popularne są w internecie wyzwania (ang. challenge), w których kurierzy znanych aplikacji rywalizują na czas, realizują ekstremalną liczbę zamówień lub testują swoje umiejętności w trudnych warunkach pogodowych. W realiach miejskich popularne są też nagrania dokumentujące ich szybką jazdę. Przykładem jest Time Challenge: próba dostarczenia jak największej liczby zamówień w określonym czasie, np. podczas godziny szczytu. Youtuberzy organizują bezpośrednie starcia kurierów. Popularnym filmem o tej tematyce jest np. wideo influencera, który zorganizował Wyścig dostawców jedzenia Bolt Food vs Uber Eats vs Glovo (386 tys. wyświetleń, 1100 komentarzy).

Czy taki jednak jest cel budowania dróg dla rowerów? Idea jest prosta: stworzenie infrastruktury przyjaznej dla każdego, kto decyduje się porzucić samochód na rzecz roweru. Tymczasem dzisiaj sieć rowerowa w centrach miast została w dużej mierze zdominowana przez biznes: branżę delivery.

Na szczęście problem, można powiedzieć z pogranicza etyki, prawa i biznesu, nie pozostaje niezauważony: w audytach bezpieczeństwa inżynierowie ruchu wskazują tzw. “presję czasu w usługach delivery” jako nowy, realny czynnik ryzyka wypadków w miastach.

 

Hulajnoga to nie zabawka ani pojazd wyścigowy

Do tego wszystkiego dochodzi od jakiegoś czasu nowy aspekt: elektryczne hulajnogi. Choć miały być zbawieniem dla zatłoczonych miast i ułatwiać codzienne dojazdy, dla wielu stały się narzędziem do popisów i ekstremalnej jazdy. Środkiem miasta mkną hulajgonowi rajdowcy, którzy ignorują sygnalizację świetlną, wymuszają pierwszeństwo i traktują chodnik jak wyłącznie swoją przestrzeń.

O tym, że fantazja niektórych użytkowników nie zna granic, przekonali się kierowcy w Rzeszowie. Grupa nastolatków postanowiła urządzić sobie… nielegalny wyścig na hulajnogach elektrycznych bezpośrednio na jezdni ruchliwej ulicy Podkarpackiej (https://rzeszow-news.pl/hulajnogowy-paraliz-na-podkarpackiej-w-rzeszowie-nastolatkowie-urzadzili-sobie-nielegalny-rajd-wideo). Młodzi ludzie, lawirując na swoich jednośladach między samochodami, skutecznie zablokowali ruch. Cały ten skrajnie niebezpieczny rajd nagrali i bezmyślnie wrzucili do sieci, co szybko skończyło się policyjnym dochodzeniem. To idealny dowód na to, że dla niektórych te pojazdy wciąż są tylko zabawkami do zdobywania “lajków”.

Szczególnie niebezpieczne są przypadki modyfikowania hulajnóg w taki sposób, aby mogły osiągać prędkości znacznie przekraczające dopuszczalne wartości. Policja wielokrotnie informowała o zatrzymywaniu użytkowników, którzy jechali hulajnogami z prędkością ponad 60 km/h – czyli z prędkością, przy której niewielka utrata panowania nad pojazdem może zakończyć się ciężkim wypadkiem.

Hulajnoga elektryczna, mimo niewielkich rozmiarów, przy dużej prędkości staje się realnym zagrożeniem zarówno dla kierującego, jak i dla innych uczestników ruchu. Porusza się niemal bezszelestnie, co odbiera pieszym szansę na szybką reakcję. Problemem nie jest sam pojazd, lecz zachowanie części użytkowników, którzy zapominają, że ulica i przestrzeń publiczna nie są miejscem do organizowania wyścigów, testowania maksymalnych osiągów ani ryzykownych pokazów. Do tego większość hulajnóg pochodzi z komercyjnych wypożyczalni działających w systemie bezstacyjnym. Model oparty na zasadzie „zostaw, gdzie chcesz” w połączeniu z brakiem wyobraźni użytkowników doprowadził do porzucania pojazdów w poprzek ciągów pieszych, co tworzy niebezpieczne bariery architektoniczne, zwłaszcza dla osób starszych i słabo widzących.

 

Edukacja i mandaty, czyli jak uratować miejską przestrzeń

Same inwestycje już nie wystarczą. Aby sytuacja na drogach rowerowych i chodnikach uległa poprawie, rozwój sieci musi iść w parze z kilkoma kluczowymi elementami:

  • Twarde egzekwowanie przepisów: policja i straże miejskie muszą konsekwentnie karać mandatami za pirackie zachowania, zwłaszcza za niebezpieczne wyprzedzanie, jazdę „na zderzak” i tuningowanie jednośladów elektrycznych.
  • Edukacja i zmiana mentalności: informowanie o zasadach poruszania się e-hulajnogami i szybkimi rowerami elektrycznymi, które masowo zalały polskie miasta, nacisk na kulturę jazdy i piętnowanie egoistycznych, brawurowych zachowań.
  • Zdecydowane działania samorządów: lokalne władze muszą odważnie zarządzać przestrzenią, wprowadzając gęstą sieć obowiązkowych stref parkowania hulajnóg, nakładając na operatorów restrykcyjne limity liczby pojazdów oraz automatycznie ograniczając prędkość e-hulajnóg za pomocą technologii GPS w strefach pieszych i na deptakach.
  • Dopasowanie regulacji prawnych: obecnie trwające prace legislacyjne obejmują zakaz porzucania pojazdów poza wyznaczonymi strefami, zaostrzenie kar dla użytkowników i operatorów, obowiązkowe ubezpieczenia OC oraz fabryczne ograniczniki prędkości.

 

Co dalej z miejską mikromobilnością?
Popularność jednośladów stawia również przed zarządcami dróg i inżynierami ruchu zupełnie nowe wyzwania. Potrzebujemy nie tylko edukacji i skutecznego egzekwowania przepisów, ale również lepszego projektowania infrastruktury oraz podejmowania decyzji na podstawie danych. Pomiary natężenia i prędkości ruchu, analiza zdarzeń oraz sytuacji potencjalnie kolizyjnych, a także wykorzystanie nowoczesnych technologii, w tym systemów ITS i analityki obrazu, mogą pomóc w identyfikacji miejsc szczególnie niebezpiecznych i podejmowaniu działań, zanim dojdzie w nich do poważnych wypadków.

Wszystkie te nowoczesne narzędzia i plany zdadzą się jednak na nic, jeśli nie zmieni się podejście do samokontroli i przepisów. Rozwój mikromobilności jest potrzebny, ale nie może oznaczać przyzwolenia na anarchię na chodnikach, drogach rowerowych i jezdniach. Wolność poruszania się zawsze musi kończyć się tam, gdzie zaczyna się zagrożenie dla zdrowia i życia innych osób. Bez odpowiedzialności i wzajemnego szacunku ze strony uczestników ruchu, nawet najdroższe rozwiązania techniczne będą tylko kosztownym gadżetem.

 

Bezpieczeństwo nie zależy od rodzaju pojazdu. Zależy od człowieka, który nim kieruje. Nadmierna prędkość, lekkomyślność i brak wyobraźni są równie niebezpieczne za kierownicą samochodu, jak na rowerze czy hulajnodze. Dlatego każdy uczestnik ruchu powinien pamiętać, że kilka zaoszczędzonych minut nigdy nie jest warte ludzkiego zdrowia ani życia.

 

 

A jakie jest Wasze zdanie?

Czy też macie wrażenie, że na drogach rowerowych i chodnikach zaczyna panować prawo silniejszego? Kto Waszym zdaniem stwarza większe zagrożenie – brawurowi rowerzyści czy rozpędzone e-hulajnogi? A może to piesi zbyt często wchodzą na ścieżki bez zachowania ostrożności? Czy może jednak należy założyć, że człowiek popełnia błędy, a system transportowy powinien być projektowany tak, aby konsekwencje tych błędów były możliwie najmniejsze?

 

Małgorzata Nesterowicz

Subscribe
Powiadom o
4 Komentarze
najnowszy
najstarszy oceniany
seklir
2026-07-21 21:05

Widzę tu znakomity materiał do spotkania KLIR w tym temacie – to po pierwsze. Niezależnie od środka transportu – czy to rower czy hulajnoga, z dodatkowym napędem czy bez – zagrożenie zawsze stwarza powożący tymi pojazdami głupiec pozbawiony wyobraźni. Piesi z założenia nie mają oczu w d…e, a nawet gdyby je mieli to i tak na chodnikach powinni się czuć niezagrożeni ze strony nie-pieszych. Jak to zwykle u nas bywa zło bierze swój początek od pseudo lobbystów przekonujących pozbawionych wyobraźni “twórców prawa”, że w takiej Holandii czy Danii jest ogromny, w porównaniu do nas, udział przemieszczania się np.: rowerami w realizacji zadań przewozowych – a zatem do boju róbmy to samo u nas i to najlepiej jak najszybciej. A infrastruktura – pies drapał infrastrukturę – od czegoś trzeba zacząć niech jeżdżą pomiędzy pieszymi po chodnikach, ścieżki/drogi/trasy zbuduje się później. Trzeba być kompletnie pozbawionym wyobraźni aby nie dostrzegać zagrożeń z jakimi… Czytaj więcej »

adtr
2026-07-21 20:42

czytając ten tekst przypomina mi się powiedzenie, które wielu z nas zna: Czego się Jaś nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał Stąd inicjatywy podejmowane przez Stowarzyszenia oraz służby, również policji jak np. psle.org.pl (Polskie Stowarzyszenie Lekkiej Elektromobilności (PSLE)) pozwalają na pozyskanie materiałów edukacyjnych dla naszych młodych kierowców. Lepsze uświadamianie ich pozwoli im lepiej zrozumieć konsekwencje. Nawet prosty przejazd przez plac hulajnogą gdy koledzy/koleżanki symulują elementy do ominięcia pozwala doświadczyć jako kierowca oraz jako uczestnik ruchu (gdy role w tym teście się odwrócą), że szacunek innych w trasie przejazdu jest istotny, ważny i zapominanie o nim prowadzi do problemów i zdarzeń drogowych. Dla starszych kierowców też są miejsca pozwalające poprawić swoje umiejętności bo cargo.edu.pl czy torjastrzab.pl oferuję ćwiczenia, ekodriving czy jazdę po różnych nawierzchniach. Samo korzystanie z pojazdu do symulacji wywrotki to tylko czubek góry lodowej, chociaż czasem można się karnąć bączkiem – jednak to nie oddaje realizmu trasy. Idąc… Czytaj więcej »

nastka
2026-07-24 13:16
Reply to  adtr

Może i ciekawe inicjatywy, ale ta odpowiedź całkowicie mija się z tematem artykułu. Rozmawiamy o realnym zagrożeniu, piractwie i łamaniu przepisów na chodnikach przez dorosłych użytkowników hulajnóg i rowerów, a nie o edukacji przedszkolaków czy szkoleniach z dachowania samochodem na Torze Jastrząb.
Żaden kurs ekodrivingu ani symulator wywrotki nie rozwiąże problemu dorosłego faceta, który pędzi 50 km/h wypożyczoną hulajnogą na chodniku między pieszymi. Tu nie brakuje „edukacji z omijania pachołków” tylko zwykłego rozsądku, kultury, wzajemnego szacunku oraz – przede wszystkim – skutecznego egzekwowania prawa i nieuchronności kar. Edukacja przyszłych pokoleń jest ważna, ale piesi potrzebują bezpiecznych chodników dzisiaj, a nie za 10 lat.

4
0
Would love your thoughts, please comment.x